JAK STWORZYĆ POKÓJ Z PINTERESTA?

8/25/2018

Ile razy spotkałaś się z opinią, że pokoju jak z Pinteresta nie wypada mieć, bo wszyscy go mają a kopiowanie to brak własnego stylu. Jednym słowem naśladownictwo przez duże "n". Gdy zastanowisz się ilu z twoich znajomych ma taką sypialnię, podobnie urządzone biurko, okaże się, że zliczysz ich na palcach jednej ręki albo i nie.  I n s p i r a c j a   to słowo klucz do rozwiązania tego problemu. Poszukiwanie ciekawych rozwiązań rozbudza w nas kreatywność. Większość pinteresowych/tumblreowych sypialni ma cechy wspólne, które tworzą je przyjemnymi dla oka i obiektywu aparatu,  warto z nich skorzystać. Poniżej przykłady, z których każdy może pożyczyć coś dla siebie.



  • dekoracje DIY - warto zainspirować się UO oraz Anthropologie
  • polaroidy, inspirujące zdjęcia, obrazy na ścianach 
  • akcesoria na biurko - - jeżeli nie zależy wam na szybkiej przesyłce to polecam zajrzeć na aliexpress, akcesoria są tam o wiele tańsze
  • rośliny



  • puchate poduszki, poszewki z motywami - Zara Home, Westwing oraz co raz częściej TkMaxx
  • małe stoliczki nocne - wiele ładnych znalazłam w Zara Home i na Westwing
  • biały wieszak na ubrania - IKEA
  • toaletka - klasyk HEMNES IKEA



  • lustro stojące - warto spędzić trochę czasu na poszukiwania antyku na targach staroci
  • wiszące półki na ekspozycję dekoracji i książek - większość sklepów meblowych
  • dywan - IKEA, Jysk
  • delikatne światełka np. lampki choinkowe - zeszłorocznej zimy były w Biedronce i Pepco

Pozbądź się rzeczy, których nie potrzebujesz, nie pasują do wnętrza. Staraj się utrzymać pokój czystym, nikt nie lubi wchodzić do sypialni z niezaścielonym łóżkiem i zagraconym blatem biurka.

zdjęcia Pinterest & ja

PRAWIE BAHAMY // JAK PRZETRWAĆ UPAŁY?

8/15/2018
36,6 stopni Celsjusza uszczęśliwia tylko tych, spoglądających na termometr lekarski. Ci którzy w tej chwili stoją przed tym zaokiennym modlą się o błędne wskazania i sprawdzają jeszcze raz prognozę pogody na nadchodzące dni. Gdy żar leje się z nieba, wskazana jest dieta spod znaku lodowej, wysoko lub nisko białkowej, serwowanej w postaci pacek lub gałek nakładanych do stożka potocznie zwanego wafelkiem. Długość sukienek rośnie odwrotnie proporcjonalnie do wysokości osiąganej przez rtęć w kapilarce termometru. Bałtyccy plażowicze, schowani za zbyt krótkim parawanem, by ogrodzić się szczelnie od świata, cali oprószeni piaskową panierką przyklejającą się do skóry. W mieszkaniach prywatne sauny, tak cenione w zimie, teraz chłodzone bez efektu wiatrakiem. 

To stan przejściowy pomiędzy wiosną a jesienią. Taki moment, na który każdy czeka, a później narzeka. Kilka dni, gdy można sprawdzić czy mieścimy się w zeszłoroczne szorty i wydepilować całe nogi (a nie tylko części wyglądające przez rozdarcia na kolanach), wypić sezonowe drinki a palemkę przywieźć z wyjazdu z nad morza.

Więc zakładam kombinezon w palmy i udaję, że to Bahamy, tylko za oknem jabłoń i przydomowy basen dmuchany. 

Jak przetrwać upały?


Gdy dieta lodowa w pełni zbilansowana, czas na zmianę pielęgnacji skóry na tę, dającą uczucie odświeżenia. Na co dzień do oczyszczania twarzy używam Liquid Facial Soap od Clinique w wersji mild, latem zmieniam go na wersję oily skin, która mocniej czyści twarz, zawiera więcej mentolu, przyjemnie ochładza. Niezastąpione przez cały rok wszelkiego rodzaju mgiełki latem święcą triumfy. Moimi ulubionymi są esencje Miya - niesamowicie przyjemnie orzeźwiające o pięknych zapachach. Eliksir Miya zastąpiłam lekkim żelem-kremem The True Cream Aqua Bomb. To właśnie kosmetyki o formułach oil-free sprawdzają się u mnie najlepiej podczas upałów - nie zapychają i nie zostawiają oleistej powłoki, pięknie nawilżają i zostawiają skórę sprężystą.



Włosy związuję w warkocz holenderski lub koczek. W takich fryzurach jest przede wszystkim wygodniej, kosmyki nie przylepiają się do wilgotnego czoła.



O ile na plaży wypada założyć bikini, o tyle paradowanie w takim stroju raczej nie zyskałoby aprobaty przechodniów. Pierwsze po co sięgam w wysokie temperatury to lniane ubrania - koszule, sukienki, spodnie. Ta szlachetna tkanina jest bardzo przewiewna, a co najważniejsze naturalna. Równie często sięgam po jedwab - szczególnie polecam topy z Intimissimi. W słoneczne dni nie obyłabym się bez okularów przeciwsłonecznych dających komfort dla oczu. Rezygnuję z zakrytych sneakersów na rzecz wygodnych klapek czy sandałów.







LOOK OF THE DAY

8/12/2018

bluza - Reserved
bluzka - Diverse
jeansy - Levi's 501 S
buty - Bagatt
torebka - Badura
okulary - Ray Ban


 


NETFLIX MARATHON

8/09/2018
"The only marathon I run is 6 season on Netflix"

Godzina 18:00. W mikrofali przygotowuję popcorn, włączam tryb samolotowy w telefonie, do kubka nalewam gorącą czekoladę. Na łóżku układam stos poduszek. Wyjmuję ze skrzyni koc (wersja dla osób z północną ekspozycją pokoju, w którym nawet w lipcu jest chłodno). O 18.20 jestem już gotowa na maraton, który ma mieć metę po 3 odcinkach a kończy się finiszem na 2 sezonie. Odcinek po odcinku, bez przerw i reklam. Jedyne czego ubywa to popcornu w miseczce i czekolady w kubku.

Pomocny jest alert telefonu, oznajmiający ekranizację nowego sezonu. Różnorodność seriali i filmów pozwala znaleźć coś dla siebie. Emocjonujące są chwile, gdy okazuje się, że uśmiercony w ostatnim odcinku piątego sezonu bohater wraca do żywych w szóstym sezonie. 15 sekund między odcinkami, by zdecydować, czy mam chęć zrobić dziś coś jeszcze jest jak przecięcie kabelka w bombie. Więc co? Jeszcze jeden odcinek... ostatni i już kończę.  
Treści, które oglądam na ekranie mogą wzruszać, trzymać w napięciu, rozśmieszać, poruszać, czasami przestraszyć ale zawsze muszą prowokować do myślenia.
Są takie seriale, na których dalsze części z niecierpliwością czekami i przebieram nóżkami. Były też takie, przez które nie mogłam przebrnąć. The 100, Riverdale nie wciągnęły mnie nic a nic . Do 13 Powodów podchodziłam wielokrotnie i  dopiero przy trzecim podejściu wciągnęłam się i obejrzałam całość. Były też takie, które już od pierwszego odcinka spodobały mi się na tyle, że towarzyszyły mi do skończenia serii jako jedyny oglądany serial w danym czasie.


Stranger things
Akcja serialu toczy się w latach 80-tych, gdzie w tajemniczych okolicznościach znika dwunastoletni chłopiec. Jego matka za wszelką cenę próbuje odnaleźć syna, narażając się na uznanie ją za oszalałą. Miejscowy policjant, chce rozwiązać sprawę zaginięcia dziecka. Następnego dnia pojawia się nastoletnia dziewczynka, posiadająca nadprzyrodzone umiejętności, która potrafi powiedzieć, gdzie jest chłopiec. Im bliżej okrycia prawdy są główni bohaterowie, tym większą uwagę agencji rządowej skupiają na sobie. 
Popkulturę lat 80-tych można odczuć w stylizacjach bohaterów i muzyce. Serial jest dość nostalgiczny, a osadzenie historii w małym miasteczku Hawkins dodaje tajemniczości. Jeżeli jesteście fanami science-fiction/thilerów to z pewnością się wam spodoba. Stranger Things zyskał miano klasyki Netflix'a. Trzeci sezon prawdopodobnie obejrzymy pod koniec 2018 roku lub w pierwszych miesiącach '19. Osobiście nie mogę się doczekać!

Ania nie Anna
Zmiana klimatu o 180 stopni. Z początku podchodziłam bardzo sceptycznie do tego serialu. Założyłam, że będzie bardzo infantylny, a historia prosta i mało interesująca. Jak się myliłam! Jeżeli czytaliście "Anię z Zielonego Wzgórza" to zapewne znacie charakter głównej bohaterki, której pomysły i temperament często wprowadzały ją w kłopoty. Serial jest dość wierną ekranizacją powieści. Zachowano urok minionych czasów, jednocześnie uwspółcześniając język, dodając dynamizmu akcji. W "Ania nie Anna" najbardziej uderzyła mnie aktualność poruszanych problemów.


Dark
Zdecydowałam się na ten serial pod wpływem opinii, mówiącej o podobieństwie do Stranger Things.  Rzeczywiście łączy je małe miasteczko oraz akcja rozgrywająca się w latach 80. Poza tym Dark jest bardziej kryminałem, mającym w sobie mały wątek science-fiction (przemieszczanie się w czasie). Miasteczko, w którym rozgrywa się akcja jest mroczne, skrywające sekrety. Obywatele mają tajemnice, które chcą wziąć ze sobą do grobu. Serial rozpoczyna się od uprowadzenia dziecka, by za chwilę stać się wielowątkową opowieścią detektywistyczno-kryminalną osadzoną w latach 1953, 1986, 2019. Łączem między tymi trzema datami staje się tunel w lesie nieopodal reaktora jądrowego.
W czerwcu '18 roku rozpoczęto zdjęcia do drugiego sezonu Dark. Mam nadzieję, że w połowie 2019 roku będzie już na ekranach.

Tabula Rasa
Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. W połowie sezonu myślałam, że jest to horror z opóźnionym zapłonem. W przedostatnim odcinku nakreśliłam już zakończenie, które okazało się zupełnie inne niż wymyśliłam. Sama historia jest bardzo prosta. Główną bohaterką jest kobieta cierpiąca na amnezję, będąca ostatnią osobą, która widziała się z zaginionym mężczyzną. Aby oczyścić się z zarzutów musi odtworzyć wspomnienia.
Od pierwszych minut można stwierdzić, że punktem kulminacyjnym będzie znalezienie zaginionego mężczyzny. Chwilę później uznamy, że już wiemy, kto za tym stoi. W następnym odcinku zmieniamy zdanie. Przez cały serial nie byłam pewna jak historia się skończy i w którą stronę scenarzysta poprowadzi bohaterów. Plusem tej produkcji jest to, że Tabula Rasa to tylko jeden sezon, składający się z 9 odcinków.



Seriale, które mam w planach dokończyć lub zacząć to:
  • Orange is the new black (gdyby tytuł brzmiał White is the new black to może już dawno bym włączyła  go do swej listy)
  • Riverdale (utknęłam na 5 odcinku 1 sezonu)
  • The Innocents (premiera pod koniec sierpnia)
  • Sherlock (dopiero zaczęłam)

MOOD BOARD

8/04/2018

Mood Board, czyli w tłumaczeniu tablica nastrojów, pozwólcie, że zostanę przy obcojęzycznej wersji, która brzmi o wiele lepiej. Jestem pewna, że widzieliście ją na większości filmów typu room tour na yt a także Tumblr i Pintereście. Stały się one nieodzownym elementem pokoi pod znakiem (lub hasztagiem) #pinterestroom. Zyskały i moją aprobatę. Wiedziałam, że tablica znajdzie miejsce i u mnie. 

Najtrudniejsze było znalezienie odpowiedniej tablicy, która nie będzie wyglądała jak drut kolczasty na ścianie, ani pół płotu skradzionego sąsiadowi. Przeszukałam cały internet, nawet pokusiłam się o obejrzenie kilku projektów DIY. Tablice wykonywane samodzielnie nie spełniały moich oczekiwań - trzeba było je malować, wybrać sposób umocowania do ściany. Mood board miała być przede wszystkim estetycznie wykonana z dbałością o każdy szczegół. Z założenia wiedziałam, że to dekoracja, mająca posłużyć mi trochę dłużej niż jeden sezon. Jedyną tablicą, która spełniła moje oczekiwania pod względem jakości, zamocowania i wielkości okazała się ta od Nasze Domowe Pielesze. Zdecydowałam się na tę o wymiarach 70x90 cm. Do wyboru była również wielkość 70x70 cm oraz opcja wykonania tablicy na własny wymiar. Na tę chwilę dostępne są w kolorach czarny, złoty i biały - ja wybrałam ten ostatni.


Mając już bazę pod mood board musiałam przygotować zdjęcia do powieszenia na tablicy. Wychodzę z założenia, że dobrze skomponowany mood board powinien mieć motyw przewodni  kolorystyczny lub tematyczny. Ciekawym rozwiązaniem jest przyczepienie do tablicy własnych zdjęć. Mnie podobają się najbardziej te wykonane Instaxem. W taki sposób mood board jest bardzo personalny, przypomina o ważnych momentach, rzeczach które nas cieszą. Stworzenie tego typu dekoracji, jeżeli nie mamy wcześniej przygotowanych polaroidów zajmie więcej czasu, jednak widok powoli zapełniającej się tablicy wynagradza długość procesu.

Ja w trakcie projektowania tablicy skorzystałam z niezawodniego Pinteresta. To tam przez +/- miesiąc gromadziłam zdjęcia, cytaty, z których później wyselekcjonowałam tylko te, które najbardziej mi się podobają. Z czasem możliwe, że pokuszę się o instaxowe polaroidy, które zamienią Pinterestowe inspiracje. Nie wszystkie zdjęcia muszą w banalny sposób do siebie pasować. Wybierając te przedstawiające kawę, dodaję również te z pościelą, kadr paryskiej kamiennicy, flatlay z książką. Wszystkie zdjęcia łączę kolorystycznie, stawiając na określone barwy, tak by łączyły się tonami z dekoracjami w pokoju - różowym fotelem, białą narzutą i wełnianym kocem. Mood board przedstawiający wyłącznie kubki z kawą stałby się nudny po dłuższym czasie. Większość zdjęć, które wykorzystałam w tym wpisie do stworzenia tablicy z inspiracjami znajdziecie tu.


Pobrałam wszystkie zdjęcia, a następnie ułożyłam w programie Canva tak, by zaplanowane 18 zdjęć zmieścić na jak najmniejszej ilości kartek. Zdjęcia wydrukowałam w drukarni. Poprosiłam o wydruk laserowy na śliskim, twardszym papierze, tak aby uniknąć zawijania się brzegów kartki - wybrałam ten o gramaturze 180 gram. Za wydrukowanie 9 kartek A4 zapłaciłam 16,20zł. 

Zdjęcia postanowiłam przypiąć metalowymi spinaczami. Tanie a zarazem bardzo dobrze wykonane zamówiłam tu. Srebrne klipsy sprawdziły się wyśmienicie, zdjęcia nie spadają i nie wyginają się pod wpływem nacisku.


JAK ZAWSZE WYGLĄDAĆ PERFEKCYJNIE?

7/26/2018
To jak wyglądamy ma ogromny wpływ na to, jak postrzegają nas inni. Każdy chce się prezentować z jak najlepszej strony, co jest całkowicie oczywiste. Gdy wychodzisz do pobliskiego sklepu spożywczego na 5-minutowe zakupy, masz na sobie domowe dresy i znoszony t-shirt, włosy związane w przysłowiową "cebulę" a stan cery błaga o pomoc, spotkasz najwięcej znajomych. Wielka niesprawiedliwość i złośliwość losu - myślisz i jednocześnie pojawia się obraz koleżanki, która zawsze wygląda idealnie - nie ważne kiedy i gdzie. Zastanawiasz się, czy to magia osoby (matka chrzestna-wróżka?), czy nad tobą wisi fatum. 


Co trzeba zrobić, by zawsze wyglądać perfekcyjnie? Są setki książek, które zgłębiają ten temat.  Przeczytanie 300 stron poradnika szybko niknie w pamięci, a zbyt rozbudowane triki zniechęcają do  podjęcia działań. 

Najbliższa, a zarazem najprostsza do realizacji dla mnie zasada: dobra organizacja czasu i przestrzeni. Nie masz szans na bezstresowe rozpoczęcie dnia, jeżeli prześpisz budzik lub ustawisz go na źle obliczoną godzinę. Zazwyczaj wieczorem staram się pomyśleć: co muszę zrobić z rana, czy mam przygotowane ubrania, czy będę potrzebowała lunch na wynos. Jeżeli żadnej z tych rzeczy nie przemyślę wcześniej i nie dodam tak potrzebnego z rana czasu ustawiając budzik, wiem, że nie zdążę ze wszystkim, a przy okazji nabałaganię, wyleję w pośpiechu kawę na nową bluzkę, rozmarzę tusz na powiekach. Gdy myję włosy z rana dodaję 40 minut na suszenie i stylizację (mam długie włosy), kolejne 15 na przygotowanie posiłku, 5 na sprzątnięcie biurka i spakowanie torby,  itd.



Nie szata zdobi człowieka - prawda i ponadczasowa mądrość, ale pamiętaj o jednym, twoje ubrania nie mogą być przybrudzone, podziurawione, wytarte. Proszę, jeżeli masz w zamiarze założyć wygniecioną, niewyprasowaną koszulę to odpuść, ona się nie wyprostuje podczas noszenia, odgniecenia zostaną z tobą do końca dnia. Zmień koszulę na sweter, inną bluzkę lub zainwestuj w  dobrej jakości poliester - tak, jego nie trzeba prasować. Po praniu jedynie należy takie ubranie strzepnąć, zawiesić na wieszaku do wyschnięcia i et voilà. To samo tyczy się bielizny. Nigdy nie wiesz co się wydarzy. Fiszbina, która od kilku tygodni wystaje ze stanika w najmniej oczekiwanym momencie, ocierając się ostrą końcówką o ciało sprawi ci ból i przyprawi o gorszy humor - a nie tego chcesz! Wychodząc na zakupy nie myślisz o zakupie butów, lecz gdy już zakochasz się tej jedynej wymarzonej parze, wstydzisz się je przymierzyć, bo przypominasz sobie o dziurze na pięcie w lewej skarpecie i małym rozdarciu na prawej. Najbardziej lubiane rzeczy, to najczęściej te, na których nie widać zużycia, NNWP (nigdy nie wyciągane z pudełka), więc dlaczego by nie chcieć, by stare adidasy wyglądały jak za pierwszym ich nałożeniem? Wystarczy bawełniana szmatka z ciepłą wodą lub dla tych bardziej przygotowanych płyn do czyszczenia gumy i chusteczki do skór (świetnie sprawdzają się te do mebli skórzanych). Dzięki temu zabiegowi stylizacja zyska +10 pkt.



Perfekcyjny makijaż z Youtube, liczący sobie minimum dwadzieścia kroków i godzinę czasu na wykonanie nie będzie wyglądał dobrze, skończony w 10 minut. W pośpiechu stworzysz jedynie katastrofę, którą uratuje płyn micelarny. Jeżeli szykujesz się na specjalne wyjście a makijażu nie przećwiczyłaś wcześniej (i nie chodzi tu o umiejętności a o produkty, które nie zawsze ze sobą współgrają) to gwarantujesz sobie efekt przeciwny do zamierzonego. To, że podkład nie zmienił koloru podczas pierwszych 10 minut od nałożenia nie oznacza, że w połowie dnia nie zmienisz się w pomarańczę. 

kurtka jeansowa  // Reserved
jeansy // Levis 501 S
okulary // Ray Ban 

Zadbane dłonie to od kilku lat synonim lakieru hybrydowego, codwutygodniowych wizyt u kosmetyczki. Definicja perfekcji dla każdego jest inna. Dla mnie, idealny manicure, to krótkie paznokcie w delikatnym kolorze pudrowego różu. Warto zwrócić uwagę na to, by nakładać nawilżający krem. Nasze dłonie podziękują nam za tę odrobinę poświęconego im czasu. Jeżeli mamy  skłonności do obgryzania skórek wokół paznokci natychmiast przepracuj ten temat. Z biegiem czasu  paznokcie przestają wyglądać, zaprzepaszczając nasze marzenie o perfekcyjnym wyglądzie. Na jasnym lakierze trudniej dostrzec odpryski, dlatego na co dzień warto postawić na jaśniejsze kolory. Zanim zdrapiesz lakier do połowy paznokci,  zmyj go. Pierwsze co robimy poznając nową osobę to podajemy dłoń - a  ona między innymi świadczy o tym, jacy jesteśmy.

bluzka // Intimissimi
jeansy // Levis 501 S

Pamiętaj też, że nie ma nic piękniejszego i dodającego nam uroku jak uśmiech. To właśnie uśmiechniętych, pełnych energii i pasji ludzi, uważamy za perfekcyjnych. Nikt nie wygląda dobrze przepełniony smutkiem, myślami biegnącymi do najgorszych momentów życia. Osiągnięcie perfekcyjnego wyglądu nigdy się nie ziści, jeżeli nie będziemy doceniać codzienności i czerpać z tego radości. Uśmiech doda nam pewności siebie, sprawi, że twarz rozpromieni się. 

Dla każdego z nas  p e r f e k c j a  znaczy co innego. Jest to pojęcie o bardzo szerokim znaczeniu, które nigdy nie będzie jednoznacznie zdefiniowane. Stąd moje pytanie, jakie są wasze patenty na idealny (waszym zdaniem) wygląd? 

IS IT FRIDAY YET?

7/22/2018
Jest poniedziałek rano, około 5 godziny. Słońce nieśmiało zagląda do mojego pokoju. Jest to jedyna pora, gdy promienie trafiają prosto w okno. Budzę się nieśpiesznie i jeszcze przez chwilę otulona snem myślę o tym, że naprawdę cieszą mnie bardzo prozaiczne rzeczy. Rzadko słyszę słowa: "Tak, w końcu poniedziałek!". Większość woli narzekać i cytować: 

Warszawa - Gdańsk - 417km
Gdańsk - Warszawa - 417 km
Ziemia - Księżyc - 384400 km
Księżyc - Ziemia - 384400 km
Poniedziałek - Piątek - 5 dni
Piątek - Poniedziałek - 2 dni

Co takiego jest w słowie PONIEDZIAŁEK, że stał się on tak znienawidzonym dniem tygodnia? Przecież jest taki sam jak inne. Kiedyś, też tak do tego podchodziłam i z niecierpliwością czekałam na weekend, we wtorek myślałam "Oby do piątku do 15:10.". W pewnym momencie doszłam do wniosku, że nie ma to większego sensu. Chęć ominięcia pierwszych czterech dni tygodnia, a w szczególności tego pierwszego to jak chęć wyrwania z życia kilku zapisanych stron. W ciągu tygodnia skupiamy się na pracy, jej ilości. Co chwila podkreślamy jak mamy jej dużo, że się nie wyrobimy, wydłużamy listę zadań do granic możliwości, tworząc przy okazji konkurs na najbardziej zapracowaną osobę świata. Nie dziwię się, że finalnie chcemy dotrwać do wymarzonego weekendu, który jak zwykle prześpimy do 12.00, przesiedzimy, oglądając wszystkie sezony Gry o Tron, pochodzimy "z kąta w kąt" - bo przecież w tygodniu pracowaliśmy przez duże P, więc relaks się należy. Niedzielny wieczór jest już pod hasłem "Boże, jutro znów poniedziałek". Koło się zamyka.

 Nie ma nic równie przyjemnego niż poranne śniadania jedzone bez pośpiechu, w gronie blikich. To czas by uporządkować myśli, wyznaczyć sobie cele dnia.

Brak balansu
A gdyby tak w ciągu tygodnia pozwolić sobie na obejrzenie jednego odcinka ulubionego serialu? Po męczącym dniu pracy umysłowej wyjść na spacer? W poniedziałkowy poranek zamiast pić kawę rozpuszczalną ze śmietanką postawić na lepszą gatunkową kawę, pitą z przyjemnością a nie z niesmakiem w ustach i myślą "może pomoże i postawi mnie na nogi". Starać się odkładać rzeczy na miejsce od razu, a nie wtedy gdy sobie o nich przypomnimy we wtorkowy poranek, 5 minut przed wyjściem z domu. A gdyby tak listę zadań na określony dzień skrócić do minimum i konsekwentnie wykreślać to, co już zrobiliśmy? Soboty nie przesypiać do późnych godzin, odsypiając piątkową imprezę? W weekend zamiast spędzać czasu na nicnierobieniu posprzątać trochę w mieszkaniu, upiec ciasto, które w ciągu tygodnia można zabrać ze sobą na lunch?


Polubiłam poniedziałki
... odkąd zaczęłam traktować tydzień jako jedną stronę, miesiąc jako rozdział a rok jako książkę. Nikt nie chciałby czytać powieści z brakującymi kartkami. Pewnie, że mam czasem dni, kiedy marzę o tym by nie myśleć o terminach, pracach do dokończenia. Wtedy, w trakcie tych gorszych momentów staram się sprawić sobie jakąś przyjemność. Uświadomienie sobie, ile tracimy energii na myślenie o tym, ile mamy pracy już będzie kluczem do znalezienia balansu. Z czasem poniedziałkowy poranek przestaje być koszmarem i staje się kolejnym dniem takim, jak każdy inny - tyle że z innym imieniem.
S.


STUDIA // ARCHITEKTURA I URBANISTYKA

7/08/2018
Wychodzisz z domu z torbą przewieszoną przez ramię, teczką A3, laptopem w lewej ręce, torbą z jedzeniem na cały dzień + okazjonalnie strojem na WF. Jeżeli jedziesz na uczelnię samochodem to jesteś uratowany. Jeśli twoim jedynym środkiem transportu jest limuzyna Solarisa, to z wielkim wysiłkiem przeciskasz się między ludźmi, by znaleźć choć kawałek wolnej przestrzeni na postawienie nadbagażu. Wysiadając na dwunastym przystanku o mało nie zapominasz o teczce. Po drodze wstępujesz do drukarni, w której spędzasz ostatnio zbyt dużo czasu. Pobliski sklep plastyczny jest miejscem obciążającym twoją kartę szybciej niż niejedno wyjście na zakupy. Gdy już docierasz na uczelnię jedyną przeszkodą jaka stoi ci na drodze między salą zajęć są trzy piętra schodów, które niejednokrotnie wymagają większego wysiłku niż ćwiczenia na WF. Siadasz na drewnianym krześle z lat 60. i cierpliwie czekasz na komentarz do twojego rysunku...


Jeżeli jesteś przygotowany na studia, które wymagają posiadania wiedzy jeszcze przed wykładem, kilkunastu godzin na lepienie makiet, oddawanie projektów, które po konsultacji i korekcie dostają ledwo zadowalającą ocenę to Wydział Architektury jest dla ciebie. Jakie są moje spostrzeżenia odnośnie studiowania na Wydziale Architektury? Jakie są plusy i minusy?

Kilka słów o mnie
Studia na Wydziale Architektury na Politechnice Białostockiej zaczęłam we wrześniu 2017 roku.  Obecnie jestem studentką pierwszego stopnia. Dwa semestry już za mną. Czas pędzi niespodziewanie szybko. Czuję, że nim się obejrzę, obronię inżyniera, później zdobędę tytuł magistra. Od samego początku uważałam, że jest to kierunek dla mnie, ponieważ łączy w sobie elementy ścisłe i humanistyczne. Nie straszna dla mnie nauka dat jak i realizacja projektów plastycznych. Od zawsze fascynował mnie dizajn, architektura, a przede wszystkim wystrój wnętrz budynków użyteczności publicznej. Już po pierwszych kilku dniach na uczelni wiedziałam, że dobrze wybrałam - psychologia czy studiowanie medycyny nie byłyby dla mnie.

Zmotywowani już w pierwszym tygodniu...
Jest to niejako prestiżowy kierunek. Zawsze mówi się o nim z pewną dozą szacunku (choć o niektórych nowo wybudowanych Mordorach wolelibyśmy zapomnieć i pukając się w głowę zapytać jaki magister inżynier miał śmiałość to zaprojektować). Na Wydział Architektury trudno się dostać bo trzeba mieć choć trochę zdolności plastycznych i zdać egzamin z rysunku. Jeszcze trudniej utrzymać co widać już w połowie pierwszego semestru. Już na pierwszych zajęciach z budownictwa wykładowca uświadomił nas, że tylko 2 osoby (na ponad 100 siedzących na sali) z roku zostaną architektami. Reszta nie ukończy kierunku lub znajdzie pracę w urzędzie - bardzo optymistycznie jak na drugi dzień na uczelni.

Jeżeli posiadasz w sobie poczucie estetyki, zdolności plastyczne, i odrobinę miłości do nauk  ścisłych (musisz poradzić sobie z mechaniką, geometrią) oraz humanistycznych (licealna historia zmienia się w tę o architekturze na przestrzeni wieków) to może to być miejsce dla ciebie. Nie ważny jest ukończony profil w szkole ponadgimnazjalnej. Największe znaczenie przy zdawaniu na wydział ma liczba punktów z egzaminu z rysunku. 

Gdyby doba miała 30h...
Pierwsze na co musisz być przygotowany to czasochłonność kierunku. To nie są studnia, na które się jedynie "chodzi". To, że dziś nie poszedłeś na uczelnię wcale nie świadczy o twoim lenistwie - czasem wręcz przeciwnie, kończysz przy domowym biurku rozpoczęte projekty a w głowie masz listę zadań do zrobienia. Zajęcia w formie konsultacji są bardzo powszechną formą. To na nich dowiadujesz się, że twój projekt jest świetny (co dodaje ci zapału do dalszej pracy) albo, że to co przygotowałeś wydaje się ok, ale wypadało by zmienić około 99% (i w tym momencie pytasz siebie co tu jeszcze robisz, po co zdecydowałeś się na te studia). Jeżeli był to projekt w CAD nic się nie dzieje, po prostu poświęcasz kolejne 3 dni na poprawienie pracy. Gorzej, jeśli wydałeś fortunę w sklepie plastycznym na nożyki, klej, piankę, tektury. Elementy projektowania są jednymi z tych zajęć, które wymagają przynoszenia makiet roboczych czyt. robisz dwa razy tę samą pracę (może czasami coś zmienisz). 


Gdzie wydasz ostatnie 20zł?
Po drugie, sklep plastyczny będzie twoim drugim domem. Jeden blok A3 kończy się po kilku dniach, a największa butelka kleju nie starcza na tak długo jakby się wydawało. W pewnym momencie pomyślisz, że format B1 wcale nie jest taki duży. Dodatkowo w najmniej oczekiwanym momencie skończy się tusz w drukarce, a rano pędem polecisz do wydziałowej drukarni, by przeczytać na drzwiach "dziś nieczynne".

Termin bezterminowy & potrzebne na wczoraj
"... więc na kiedy trzeba donieść pracę semestralną? Na jutro, przecież Państwu mówiłam" - takie sytuacje to norma. Ważnych kolokwiów nie da się wpisać w harmonogram zajęć, więc maila z informacją o nich można spodziewać się w środku nocy. Jeżeli potrzebujesz wydrukować jedną kartkę potrzebną na wczoraj, to spodziewaj się kolejki w drukarni (takiej rodem z PRL). Informacje o ocenach końcowych wysyłane są w tempie odwrotnie proporcjonalnym do zawrotnego, mając na uwadze to, że stopień z kolokwium będzie decydował o tym, czy podejdziesz do egzaminu zerowego czy nie oraz to, że zerówka jest następnego dnia. Siedzisz z telefonem w ręce, a na każdy mail z newsletterem reagujesz wrogim spojrzeniem. 

... bo mi się nie podoba...
Twoje ego zostaje wystawione na ciężką próbę. Nie zawsze twoje starania będą równie wysoko ocenione przez innych. Czasem twoje spojrzenie na projekt będzie zupełnym przeciwieństwem tego jak odczytają go inni. Ocena twojej pracy bywa mało obiektywna. Często będziesz czuć niezrozumienie. Dzięki temu uodparniasz się na krytykę (nie zawsze konstruktywną). W przyszłości będzie ci łatwiej przedstawiać swój projekt szerszej publiczności, broniąc swoich racji w kulturalny sposób. 

... całkiem ładne te lukarny.
Idąc przez miasto spoglądasz na budynki, myślisz o tym, jak ty zaprojektowałbyś konkretne miejsce. Siedząc ze znajomymi w bistro pierwsze co robicie to oceniacie wygląd miejsca. Jeżeli większość czasu spędzasz z ludźmi z wydziału to w pełni cię zrozumieją, a twoje rozmyślania na temat ściany bez tynku z widocznymi cegłami nie będą dziwne. 

LABEL MAGAZINE

4/29/2018

Istnieją dobre uzależnienia. Jednym z nich jest zamiłowanie do sztuki, szeroko pojętego designu. Lubię otaczać się estetycznymi rzeczami, przesiadywać w klimatycznych kawiarniach. Poszukuję produktów polskich projektantów, zgłębiam wiedzę na temat polskiego designu. Wszystko to co kocham znalazłam w Label Magazine. Piękno zwykłych rzeczy, wywiady z kreatywnymi ludźmi, inspirujące zdjęcia. Każdy numer poświęcony jest konkretnemu motywowi przewodniemu, ale  znajdziemy tu również tematy stałe: przewodnik po nowych miejscach, wnętrza i architektura, przyjemne dla oka przedmioty.



Dwumiesięcznik skupia się przede wszystkim na polskich projektantach, stwarzając dla nich miejsce, w którym mogą zaprezentować swoje prace. Szczególnie ważny stał się dla mnie numer #29. To właśnie on został poświęcony kobietom w polskim designie. Zaczynamy poszukiwać rzeczy z rodzimych manufaktur, przywiązujemy wagę do detali, jakości wykonania. Tym razem w magazynie mamy przyjemność przeczytać m. in. wywiad z Anną Orską, założycielką marki biżuterii artystycznej ORSKA. Niestandardowe projekty inspirowane fauną i florą to jej znak rozpoznawczy. Kreatywna praca Anny Oskiej związana jest również z podróżami, które mają swoje odzwierciedlenie w jej projektach.

 "Cała przygoda z tym, że prowadzę swoją markę, nie bierze się tak naprawdę z pragnień, żeby coś osiągać, ale żeby doświadczać i czerpać z tego ogromną przyjemność." 
Anna Orska


W wywiadzie projektantka opowiada o swoich początkach, trudach i odwadze jaką musiała mieć podczas tworzenia własnej firmy. Mówi o tym, jak ważna jest współpraca z innymi:

"Moim największym marzeniem jest po prostu móc projektować. Ale, żeby to się kręciło i ładnie składało z tych wszystkich puzzli, potrzebuję ludzi, z którymi pracuję."

Kobietą, która również swoje życie związała z dizajnem jest Emilia Obrzut, założycielka pierwszego polskiego marketplace vintage Patyna. Jak sama wspomina, jej fascynacja retro meblami, miłością do przedmiotów z duszą narodziła się już dawno temu, podczas urządzania mieszkania. Idea minimalizmu, chęci zmniejszenia nadprodukcji była impulsem do rozwinięcia się również na innej płaszczyźnie. Emilia założyła własną markę Simple as That, oferującą środki do czyszczenia i pielęgnacji, tworzone zgodnie z filozofią zero waste. Każdy produkt jest wegański, biodegradowalny, złożony maksymalnie z pięciu składników. 



Jedną z moich ulubionych polskich projektantek jest Karolina Scipniak. Wszystkie rzeczy tworzy z dbałością o najmniejszy detal, wybierając wyłącznie szlachetne włóczki. Sweter, który mam na sobie jest wykonany z mieszanki moheru, alpaki, jedwabiu i bawełny. Bardzo delikatny, miły w dotyku - idealny na wiosenne i letnie dni. Projekty Karoliny możecie znaleźć tu oraz tu.

Label Magazine za każdym razem zaskakuje mnie nowymi tematami, wywiadami. W tym numerze zaprezentowano wnętrze mieszkania w kamiennicy w centrum Paryża. Dębowe podłogi, białe sztukaterie na ścianach, lustra w złotych ramach... klasyka w nowoczesnym wydaniu. Natomiast duńską sztukę prostoty we wnętrzu projektu Norm Architects, zdefiniowano monochromatycznymi kolorami, betonem i nietuzinkowymi detalami. Nowe oblicze kuchni odkryto w jesmonitowych naczyniach (projektu marki Ornamental Grace i Olivi Aspinall), marmorealu, mogącego być okładziną ścienną bądź podłogową.  Label opisał kilka nowych klimatycznych miejsc: kawiarnię Shugaa w Bankoku, utrzymaną w pastelowych kolorach z odrobiną miętowych dodatków, jasnych drewnianych detali oraz totalnie przeciwieństwo Shugaa - Nærvær w Kopenhadze będące kwintesencją surowości.

Jakie są Wasze ulubione magazyny? 

STOLIK NOCNY

4/21/2018


Po remoncie przez długi czas zastanawiałam się, jakiego rodzaju szafkę nocną potrzebuję. Myślałam o jej funkcjonalności, o tym czy chcę w niej szufladę, czy będzie to jeden z mebli przechowujących drobiazgi. Bardzo podobały mi się te jednak wiedziałam, że potrzebuję czegoś co spełni więcej niż jedną funkcję. W momencie, gdy pojawiły się na rynku stoliki-kosze z podnoszoną pokrywą pomyślałam - tak to jest to! Dałam sobie czas, aby nie podejmować pochopnych decyzji. Z czasem nabrałam wątpliwości do tego, co tak naprawdę zamierzam przetrzymywać wewnątrz kosza. Stos magazynów wciąż leżałby obok, wnętrze może wypełniłabym kocem lub poduszkami. Poszukiwania trwały dalej, a ja oswajałam się z myślą, że mój stolik nocny to stos czasopism rosnących z miesiąca na miesiąc. Przeglądając ofertę Famegu natknęłam się na bardzo klasyczny model krzesła A-14, które świetnie sprawdziłoby się jako  stolik. W każdej chwili mogłabym przywrócić jego funkcję do roli siedziska. W razie gdyby nie sprawdziło się, zostałoby dostawione do stołu jadalnego. Jednak wciąż nie byłam pewna... a może by tak drabinę? Coraz więcej aranżacji wykorzystuje tego rodzaju dekoracje. Problem w tym, że nie mogłabym postawić herbaty, wazonu z kwiatami... a stołek? Nie znalazłam idealnego, ale IKEA przyszła  mi z pomocą : taboret ze schodkiem. Idealna wysokość, kolor i materiał. Niecodzienne rozwiązanie pozwoliło mi na uzyskanie stolika nocnego spełniającego wszystkie postawione przeze mnie wymagania. Wielofunkcyjny mebel posiada dwa stopnie. Jeden z nich wykorzystuję jako stałe miejsce do dekoracji, na drugim odkładam czytane książki, telefon.


stolik - IKEA
poszewka na poduszkę z napisem -  DIY
świeczka - DW home
słoik (wewnątrz lampki choinkowe) - DIY
lampka nad łóżkiem - IKEA

WIOSENNE DODATKI

4/10/2018

Tej wiosny postanowiłam postawić na delikatne, nieprzytłaczające kolorem dodatki. Od dawna brakowało mi w pokoju ramy na obrazy, którą mogę samodzielnie zakomponować. Postawiłam na prostą, biała ramę z passepartout ułatwiającym umieszczenie grafiki. 


Obrazy typu outline bardzo łatwo wykonać samemu.  Do jego narysowania potrzebowałam jedynie odpowiedniej wielkości brystolu, markera i 15 minut. Przejrzenie Pinteresta również okaże się pomocne w poszukiwaniu inspiracji, gotowych projektów.


W pełni nieplanowanym zakupem była kopuła z metalową bazą. Gdy ją zobaczyłam, odrazu skojarzyła mi się z "Małym Księciem". Do wnętrza wsadziłam sztuczne róże, które wyglądają prawie jak żywe. Jest to dekoracja idealna dla mnie, czyli osób, które ususzą nawet najmniej wymagające rośliny. Szklana kopuła równie dobrze sprawdzi się woli przykrywki na pędzle do makijażu, eliminując zbieranie się kurzu na włosiu. 



Back to Top